Budżet Obywatelski dla Łodzi

W roku 2015 władze Miasta Łodzi zachęcały wszystkich do składania projektów do Budżetu Obywatelskiego na rok 2016. Projekty miały być społecznie pożyteczne. Wybaczcie nam aktywistom społecznym, że źle zinterpretowaliśmy te słowa. Ośmieliliśmy się — organizacje wchodzące w skład Partnerstwa — zgłosić trzy projekty. W naszym mniemaniu nie było w nich nic złego, niestosownego, niepasującego do idei przyświecających BO. Poszliśmy za ciosem. Skoro osiedlowe przychodnie, szkoły, przedszkola, domy dziennego pobytu, domy pomocy społecznej aplikują o finanse na remonty, nowe sprzęty, wyposażenie do sal, to dlaczego nie zgłosić projektu na termoizolację schroniska, albo wybudowanie nowej noclegowni? 
W komentarzach w sieci padały gorzkie słowa, ale adresowane były także do przychodni, szkół i innych już wymienionych. Główny ból tylnej części jestestwa internautów wynikał z obawy, że... nie będzie im dane skorzystać z tychże ulepszeń i nic z tego nie mają, więc lepiej wydać na chodniki, latarnie i parkingi. Inni krzyczeli, że wolą ścieżki rowerowe i publiczny rower, a do tego parklety i woonerfy. Jednak niektórym ulewała się gorycz i twierdzili, że brudasom, ochlapusom, alkoholikom i na dodatek jeszcze złym ludziom nie będą pomagać, bo ci ludzie nie zasłużyli sobie. Ciekawa ocena wyciekająca spod opuszków tych, którzy mianują się bogobojnymi — pierwsi rzucali kamieniem. Na oślep. Bez wnikania w sprawę. 

W roku 2015 zgłosiliśmy trzy projekty. Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta — Koło Łódzkie doszło do wniosku, że rozmowy z Miastem na temat nowej noclegowni spełzają na niczym, mieszkańcy Stoków mają dość panów śpiących w parku (bo obecna noclegownia jest za mała i w zbyt złym stanie, by pomieścić ilość chętnych), a także załatwiających się w parku (bo przecież szaletów miejskich już nie uświadczymy). I tak prosząc o wsparcie Łodzianki i Łodzian wystartowaliśmy z projektem L0030 na wybudowanie noclegowni dla bezdomnych mężczyzn. Cud, że projekt przeszedł przez pierwsze sito, ale może to sito było jeszcze dziurawe. Trudno stwierdzić. Projekt przeszedł do etapu głosowania. I na tym etapie pozostał. Dużo głosów zebrał, ale był za drogi, więc do tych pomysłów, które zebrały najwięcej głosów, dobrano tańsze, które miały mniej głosów niż nasz projekt. Marzyło nam się zbyt wiele. Chcieliśmy, żeby osoby trafiające do noclegowni, mogły w dobrych warunkach przenocować i wykąpać się (czyli nie śmierdzieć na drugi dzień w środkach transportu miejskiego, na co tak bardzo narzekają Łodzianki i Łodzianie). 
Drugi pomysł TPBA dotyczył termoizolacji budynku i wymiany stolarki okiennej w Schronisku dla bezdomnych mężczyzn na Nowych Sadach. Projekt został zgłoszony do puli osiedlowej i przegrał z chodnikami, oświetleniem itp. Nie dziwi taki obrót spraw w kontekście komentarzy w sieci. Przecież nikt poza osobami bezdomnymi, na dodatek mężczyznami bezdomnymi (ci przecież cieszą się jeszcze mniejszą popularnością i dźwigają znacznie cięższe piętno stereotypu) na tym nie skorzysta. Cieszę się, że wszyscy są tacy pewni swoich pozycji, że wiedzą, iż bezdomność im nie grozi. Może nawet troszeczkę Wam zazdroszczę.  
Trzeci projekt zgłaszało Stowarzyszenie Inicjatywa Rozsądnych Polaków. Dotyczył on dofinansowania prowadzenia Punktu Wsparcia Społecznego. Nie będę dyskutowała, czy był to projekt dobrze zaplanowany, bo skoro przeszedł pierwsze sito, to znaczy, że urzędnicy nie widzieli w nim błędów i uchybień. Niestety również przepadł. Ten projekt był skierowany nie tylko do osób dotkniętych bezdomnością, ale także do osób nią zagrożonych i do tych biedniejszych Łodzianek i Łodzian. Najwyraźniej lubicie mieć świadomość, że Wasze sąsiadki i sąsiedzi nie mają czego do garnka włożyć. Pomaganie im Wam nie służy. Rozumiem.





Po ogłoszeniu wyników BO2016 chciałam napisać ten tekst. Jednak reszta członków ŁPP uznała wówczas, że nadchodzą zmiany w przepisach do BO2017, że nie ma co oręża kruszyć. Rozpatrywałam nawet, by zrobić mikro badania, które mogłyby sprawdzić, co należy zrobić, żeby Łodzianki i Łodzianie nie widzieli w beneficjentkach i beneficjentach naszych projektów istot obcych, wrogich i z pewnością śmierdzących. My wiemy, że osoby bezdomne, czy ubogie są różne. Tak jak różni jesteśmy my. Jak Wam tego dowieść? Staraliśmy się na różne sposoby. Na naszym fanpejdżu. Poprzez konferencję i wydarzenia z nią powiązane. A także za sprawą książki, którą wydaliśmy i oddaliśmy Wam w otwartym dostępie. 

W kolejnym roku pojawiła się nadzieja i nowe pomysły. W BO2017 wspieraliśmy sześć projektów. Uznaliście, że żaden z nich nie zasługuje na przejście do etapu realizacji. Wcale nie byłam zaskoczona. Zmiany świadomości dokonują się powoli. Skoro uważacie, że wsparcie terapeutyczne, które umożliwiłoby wychodzenie z bezdomności, jest bez sensu i wolicie składać się, płacąc podatki na tych, których nazywacie sami darmozjadami — nie ma problemu. Absolutnie akceptuję takie podejście. Ponownie też zbagatelizowane zostały potrzeby Waszych sąsiadek i sąsiadów na św. Jerzego lub Wincentego Pola — po co im dostęp do wody albo toalety? Serio? Ludziom to się poprzewracało (wiadomo w czym).
I tak sobie pomyślałam wtedy, że to prawdopodobnie ostatni raz, kiedy nabieramy się na empatię mieszkanek i mieszkańców. To ostatni raz, kiedy zgłaszamy projekty i chcemy coś "ugrać" ze wspólnej kasy w dużej mierze po to, żebyście nie musieli wąchać, a może nawet oglądać w złym stanie tych, którymi tak gardzicie, albo się ich boicie. 









Nadeszła era rewitalizacji Miasta Łodzi. Wielkie debaty. Wielkie plany. Z rozmachem prowadzony PR. Dyskusje na forach akademickich i społecznych. Znowu trochę nas poniosło. Weszliśmy w ten dyskurs. Znowu konferencja, do końca roku także książka. No i jakieś nadzieje, że może tym razem. Nikt się nie przyznawał, że startuje, nie robiliśmy już gremialnych obwieszczeń z prośbą o przyszłą promocję przez ŁPP. Zbliża się termin głosowań, więc z ciekawości sięgamy po projekty — bo nawet jeżeli my niczego nie zgłaszamy, to przecież są inne organizacje i osoby prywatne, które mają pomysły, które wiedzą, komu i czego potrzeba w mieście. Jakim ogromnym zaskoczeniem okazuje się prawie absolutny brak projektów społecznych, w sensie pomocowym. Są domy pomocy społecznej i domy dziennego pobytu — proszą o modernizacje, ulepszenia, książki, podnośniki dla osób z niepełnosprawnościami. To, co zwykle. Są biblioteki, które jak co roku proszą o zakupienie nowości, czasami proszą o kserokopiarkę, albo komputer. Są szkoły ze swoimi prośbami o szafki, zajęcia specjalne, malowanie, boisko, sprzęt do laboratorium chemicznego z prawdziwego zdarzenia. Są oddziały ochotniczej straży pożarnej, które proszą o nowe sprzęty, do pomagania Mieszkankom i Mieszkańcom w sytuacjach kryzysowych. Pojawiła się prężna grupa walcząca o prawa rodziców (Obywatel Rodzic), oczekująca w ramach swoich propozycji miejsc do karmienia i przewijania swoich pociech. Są też słowiańskie inspiracje i powroty do tradycji w ramach warsztatów wszelakich. Są prośby o przycinanie drzew (co po ostatnich stratach w drzewostanie jest smutną prośbą) i nasadzanie nowych. Są parki, fontanny, tężnie, ścieżki rowerowe, chodniki, podjazdy dla wózków dziecięcych, oświetlenie ulic, przejścia dla pieszych bardziej bezpieczne, pomniki i działania antysmogowe (które wypadły z osiedlowych, ale znalazły się na ponadosiedlowej liście)... Są też ewidentne żarty (mniej lub bardziej złośliwe), które czasami ktoś sam wycofał, a czasami urzędnicy utrącali na etapie opiniowania wniosków. Są głupotki w stylu "chcemy głosować na nie", a właściwie to chcemy dowiedzieć się, czy chcemy głosować na nie, więc szarpnijmy wspólną kasę na badania (fascynujące — na to Wam pieniędzy nie żal?)... Jakoś mniej jest projektów dla zwierząt, jakby wszyscy opiekunowie psów wyjechali — dalsza lektura pokazuje, że projekty te nie przeszły sita na większości osiedlowych list (zostało mniej więcej po jednym na dzielnicę).
Chciałam zwrócić uwagę na kilka projektów, które uważam za istotne społecznie:
— Miejskie Centra Medyczne zapraszają pacjentów na konsultacje (bezpłatne) specjalistyczne i inne działania prozdrowotne i profilaktyczne (dotyczy placówek: MCM Widzew, MCM Górna, MCM Bałuty, MCM Polesie, Miejskie Centrum Terapii i Profilaktyki Zdrowotnej, MCM im. Jonschera i Centrum Medyczne im. Rydygiera) [L0069],
— Program "Wyciągamy dzieci z bram — kontynuacja sprawdzonych działań" [L0102],
— Mobilne wsparcie interwencyjne dla MOPS w postaci fabrycznie nowego pojazdy typu Opel Vivaro do wykorzystania podczas interwencji oraz transportu do DPS'ów i schronisk [L0123].
Na Bałutach godny polecenia okazuje się jeden projekt, który w BO jest obecny od dawna: 
—  Z bram i podwórek na boiska i hale sportowe — przeciwdziałanie patologii społecznej wśród najmłodszych mieszkańców dzielnicy Bałuty [B0180BD].
Na Widzewie warto zerknąć na projekty:
— Trzeźwa myśl — wyposażenie sali terapeutycznej dla osób przychodzących na mytingi AA [W0088ZA],
— Piknik integracyjny osób z CR-ODPS z mieszkańcami dzielnicy [W0089ZA].
Śródmieście ma tylko propozycję dla kobiet z problemami urologicznymi [S0018WS] i zapowiada przyjęcie 70-ciu pacjentek. Na Górnej i na Polesiu ze społecznych projektów nie znalazłam ani jednego. Nie wymieniam tych wszystkich zazieleniń, bo one, chociaż istotne środowiskowo, estetycznie i z pewnością ważne też dla samych mieszkańców i ich poczucia domności, nie dotyczą w żaden sposób wykluczeń, czy bezdomności... Szczególnie że bodaj tylko w jednej przestrzeni upomniano się o szalet publiczny.

Zaskoczona taką nieobecnością aktywistów społecznych lub ich przekwalifikowaniem się na osoby upamiętniające (murale, albumy, miejsca pamięci) ruszyłam do projektów odrzuconych. Na osiedlach niczego nie znalazłam. Odrzucane były projekty, które pojawiły się jednak na ponadosiedlowej liście, albo takie, które ewidentnie przy przebudowie miasta (pamiętajmy REWITALIZACJA) nie powinny być aktualnie wykonywane (sadzenie drzew, robienie skwerów itp.), bo będą to środki zmarnowane. Kiedy popatrzyłam na listę ponadosiedlowych projektów, które nie przeszły pozytywnej oceny urzędników, wreszcie zrozumiałam, gdzie podziały się projekty społeczne. 
Nie zagłosujecie na termomodernizację budynku przy ul. Kwietniowej, który jest siedzibą Schroniska dla Bezdomnych Kobiet i Dzieci. Dokładnie o to samo miejsce chodzi, które parę dni temu widzieliście w "TVN Uwaga". W uzasadnieniu czytamy, że nie można wydatkować środków publicznych na budynek, znajdujący się na terenie, do którego gminie nie przysługują żadne uprawnienia. Projekt L0096 odrzucono.





Nie oddacie głosu także na świetny pomysł łaźni. Nie łudźcie się. Miasto nie widzi także możliwości zainstalowania dla Was odświeżaczy powietrza w pojazdach MPK. Będziecie mogli nadal wdychać oryginalne aromaty współpasażerów. Wniosek na łaźnię nie spełnia warunków BO. Najwyraźniej od czasu naszych prób przeforsowania budowy nowej noclegowni (której przecież nadal nie ma, czyli nie jest aż taka potrzebna, prawda?) sito bardzo dokładnie uszczelniono. A może po prostu nadszedł czas chwytania się za kieszeń? Projekt L0053 odszedł, zanim na dobre nadszedł. 






Także pomysł na hospicjum nie przypadł ostatecznie do gustu urzędnikom. Piszę ostatecznie, bo za pierwszym razem jednak ktoś zaznaczył, że opiniuje pozytywnie, ale już po przystawieniu pieczątki UMŁ decyzja zmieniła się na negatywną. Projekt L0111 przepadł. 




Jednak największe zaskoczenie i chyba też smutek odczułam, widząc projekt L0179, czyli "Posiłki zawieszone dla potrzebujących" — promocja zawieszonych posiłków wśród potrzebujących i mieszkańców. 



Odkąd pierwszy raz usłyszałam o zawieszonej kawie i zawieszonych posiłkach, stale o tym myślę. To mogłoby tak bardzo pomóc. Może nawet nie byłoby tak bardzo stygmatyzujące. Ponieważ nie mam czasu na to, żeby ten projekt w Łodzi uruchomić i nagłośnić, gdzieś w duchu liczyłam na to, że zrobi to ktoś inny. I proszę! Jest projekt. Wycofany. 

Przyznam, że jestem rozczarowana tegorocznymi propozycjami do BO2018. Rozumiem. Mieszkanki i Mieszkańcy pragną żyć w pięknych okolicznościach najlepiej natury, z równo przystrzyżonymi trawniczkami, klombikami kwitnącymi kolorowo, drzewkami, które dają cień, ale nie chorują i nie zasłaniają widoczności. Chcecie wszyscy równych chodników, dostępu do wyposażonych w nowości bibliotek. Z chęcią potańczycie, pooglądacie filmy w plenerze (i niby za darmo, nie?), albo pojeździcie na łyżwach lub wrotkach. Chcecie, żeby Wasze psy (choć nadal właścicielskie, chociaż to tragiczne i bardzo złe słowo) miały dla siebie przestrzeń do wybiegania. Wesprzecie bezdomniaki i dzikie zwierzaki, a może też lemury w zoo. Pozbędziecie się wreszcie ulotek rozklejanych na słupach i przystankach. Zyskacie parę nowych miejsc pamięci. Zintegrujecie się ostatecznie z podopiecznymi jakiegoś DPS'u. I wszystko będzie piękne, ładne, czyste...

Pozwolę sobie jednak wrzucić mały kamyk do tego rajskiego ogrodu — może nawet nie kamyk, a granat. Obok Was mieszkają ludzie, którzy nie mają gdzie spać, nie mają co jeść, nie mają gdzie się umyć, więc psują tę idylliczną wizję, którą tworzycie. Oni będą spali na ławkach w tych Waszych cudnych parkach. Oni też za potrzebą pójdą pod kwitnącą nasturcję — może później Wasz pies wytarza się w tym, co pod nią znajdzie... I tak. Nadal będą na Was patrzyli, kiedy konsumujecie w ogródkach, a im tylko ślina się bardziej wydziela. I myślą może, że jest tak, jak mówicie — zasłużyli sobie na ten los. Jest tak, jak słabej jakości łódzkie media głoszą, że brzydko wyglądają, brzydko pachną i niewłaściwie się zachowują, oddając mocz w bramach (Wam wolno! Wasze bramy! Wy jesteście domni!), zła to wizytówka dla Miasta Łodzi.

Wiecie, co jest gorszą wizytówką? Brak empatii, brak otwartości na drugiego człowieka i... brak zrozumienia, że czasami los, fortuna, Bóg zsyłają na nas nieprzewidziane wydarzenia i nagle to my stajemy się tymi, na których dziś patrzycie z niechęcią. 

Owocnego i radosnego głosowania!

[P.S. wczorajszy Dziennik Łódzki pokazuje, że chyba nawet sami twórcy BO mają ten twór za jeden wielki żart. Możliwe jest jednak, że brakuje mi poczucia humoru].

autorka: Łucja Lange